Rumunia 2015 – Poza Szlakiem

rumunia

 

Stało się! Zakochaliśmy się w Rumunii. Właściwie było to do przewidzenia, ponieważ jest to jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie naprawdę można uciec od cywilizacji. Jak powiedział nasz przyjaciel – „tutaj wystarczy zjechać z asfaltu i już zaczyna się przygoda”.

 

Ponieważ uwinęliśmy się ze wszystkim szybciej, zyskaliśmy dodatkowy dzień zapasu. Podzieliliśmy trasę do Rumunii na odcinki, aby nie gnać na łeb na szyję.

 

 

rumunia

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy postój i nocleg zarazem nad Soliną. Piękne miejsce, choć niestety ludzi od groma. Nocleg na kempingu za śmieszne pieniądze, choć sanitariat już taki wesoły nie był :p

 

 

 

 

Rano śniadanie, chwila relaksu i w drogę.

rumunia

Wybraliśmy trasę przez góry Słowacji. Miodzio 🙂 Kolejnym etapem były Węgry i tu postanowiliśmy również przenocować. Ponieważ zaczęło się ściemniać, wybór padł na mały lasek akacjowy pośród pól kukurydzy, słoneczników i ziemniaków… jak możecie się domyślić śniadanie było zagwarantowane;)

rumunia

Do granicy z Rumunią zostało niewiele, tak więc szybko udało nam się przejechać ten odcinek. Wjazd przez miasto Oradea, szybkie zakupy na kolację i w drogę. Zjechaliśmy z głównych dróg i dalej lecieliśmy „na czuja”. Cel – dobre miejsce na odpoczynek i nocleg nad wodą. Ponieważ upały dały się we znaki również mieszkańcom Rumunii, sporo rzek było praktycznie wyschniętych. Dojechaliśmy nad zalew, ale betonowy brzeg nas nie urządzał. Tak więc dalej w drogę – parę chwil później udało nam się namierzyć bardzo przyjemną rzeczkę. Odjechaliśmy od zabudowań i pośród zarośli znaleźliśmy dojazd nad sam brzeg 😉

rumunia

rumunia

 

I wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że woda podniosła się o kilkanaście centymetrów, zabierając nam dwa metry plaży 😉 Szybka zwijka i wjazd wyżej na brzeg. Tam już było spokojnie i mogliśmy bezpiecznie odpocząć i najeść się 😉

rumunia

Następnego dnia skierowaliśmy się do Parku Narodowego Apuseni – widoki zapierały dech w piersiach a leśne dróżki zachęcały nas do zabawy w błotku. Oczywiście, nie oparliśmy się tym pokusom;) Raz, dwa i pierwsza wklejka wyjazdu – malowniczo pod mostkiem, gdzie ziemia grząska a do drzew daleko. Szarpanie nie przynosiło pożądanych rezultatów. Szybka zmiana planów, dłuższa taśma i łapanie do drzewa. Od razu test terenowy nowej wyciągarki w Montku, zaliczony celująco;)

rumunia

rumunia

rumunia

 

 

Pobawili się, to lecimy dalej, kierunek Alba Iula. Tutaj nocleg na polu pod gwiazdami. Widoki przecudne. Tak gwieździstego nieba dawno nie widzieliśmy, ale nie ma się co dziwić skoro w pobliżu nie ma żadnego większego miasta, które psułoby efekt swoimi światłami. Dziewczyny po raz kolejny dały popis swojej kuchni polowej;)

rumunia

rumunia

 

Nie wspomniałem wcześniej, ale najmłodszy uczestnik wyprawy miał niespełna 10 miesięcy;) Dla mojego synka – Kostka, to była pierwsza tak długa wyprawa, ale radził sobie wyśmienicie. Od urodzenia lubił jeździć Rockym bardziej niż osobówkami. Po wyprawie mamy pewność, że wyrośnie na prawdziwego off roadowca;) Jako jedyny miał swoją wannę – służyła do tego pokrywa skrzyni oraz zawsze czekał na niego w pierwszej kolejności ciepły prysznic 😉 Dziecko w siódmym niebie;) i niech ktoś mi powie, że nie jeździ na wakacje, bo jego dziecko jest za małe…

rumunia

W Alba Iuli robimy postój na zwiedzanie, następnie kierujemy się na Sebes – zaraz za nim zaczyna się Transalpina droga 67C. Wjeżdżamy na wysokość prawie 2200m n.p.m. Wrażenia – bezcenne. Pokonywanie podjazdów i zakrętów sprawia nam naprawdę dużo frajdy. Mimo że jeszcze poruszamy się po czarnym, już wypatrujemy miejsc gdzie można się wbijać.

rumunia

Na szczycie pamiątkowe foto i obiad pasterski – mamałyga z kukurydzy z mięsem owczym. Tak posileni lecimy ku przygodzie.

Pierwszy zjazd jest nasz. Prowadzi on pod wyciąg narciarski. Widzimy jezioro, które wcześniej mijaliśmy i postanawiamy znaleźć do niego „lepszą” drogę. Jazda na takiej wysokości dostarcza emocji. Potęguje je fakt, że droga jest wąska, a zaraz za jej krawędzią jest zbocze o dużym nachyleniu. Nikt nie chciałby zrobić rolki w takich okolicznościach.

rumunia

rumunia

rumunia

Zjeżdżamy nieco niżej i trafiamy na rumuńską rodzinę, która zajmuje się sprzedażą miodu z własnych pasiek. Gospodarz jest tak otwarty i przyjacielski wobec nas, że nie jesteśmy mu w stanie odmówić i przyjmujemy gościnę. Nocujemy pod lasem tuż obok jego przyczepy. Towarzyszy nam On do późnej nocy: opowiada ciekawostki, wspólnie jedząc i pijąc 😉 To była dobra noc.

Następnego dnia ruszamy w dalszą trasę na podbój bezdroży. Szybko okazuje się, że w oplu jest problem z przednim napędem – błahostka dla takiego mechanika jak Andrzej z Mechanik4x4.pl . Szybko przywracamy napęd i szalejemy dalej.

rumunia

Obieramy kierunek na Transfogarską, omijając wszelkie główne drogi. Życzliwość żyjących tu ludzi jest naprawdę cudowna. Kiedy przejeżdżamy przez wsie, ludzie pozdrawiają nas i machają do nas. Błądzimy przez góry i trafiamy na miejsce, do którego jakbyśmy chcieli celowo dojechać, to pewnie by nam się nie udało;) Droga, która do niego prowadzi jest bardzo błotnista, co tylko potęguje pozytywne wrażenia. Spotykamy tu pastuszków, u których zaopatrujemy się w owcze mleko i ser. Kiedy siedzimy przy ognisku, miejscowi postanawiają sobie porobić z nas trochę jaj i nas postraszyć. Ubaw na sto dwa;)

rumunia

Dalej jest już tylko lepiej;) Górskie drogi, leśne przecinki, brody i kamieniste szlaki. Tego nie da się opisać, to trzeba po prostu przeżyć.

Podczas zabaw w błocie mamy małą awarię. Rozszczelnia się krawędź opony na feldze i ucieka powietrze. Prymitywne metody młotka i buta nie pomagają, tak więc decyduję się na eksperyment. Oczyszczam krawędź na tyle ile to możliwe i całość zalepiam silikonem. O dziwo, ten patent działa. Pompujemy koło. Powietrze nie schodzi, tak więc bez stresu kontynuujemy zabawę.

rumunia

Kolejnym punktem obowiązkowym naszej wycieczki jest trasa Transfogarska. Pierwszy raz zobaczyłem ją w programie Top Gear i powiedziałem sobie wtedy, że muszę tam dotrzeć;) Naprawdę warto.

rumunia

Odwiedzamy zamek słynnego Draculi, bo w końcu głupio być w Transylwanii i pominąć taki punkt. Nasza dalsza droga prowadzi na Maramuresz. Pogoda dotychczas była, aż za dobra. W ostatnich daniach zaczęło się chmurzyć i padać.

Jazda po szczytach gór sprawia naprawdę wiele frajdy. Zastrzyk adrenaliny gwarantowany przy każdym, nawet lekkim trawersie.

Rumunia2015-26

Jpeg

 

Burza przepędza nas ze szczytów i nakazuje zjazd w dolinę. Spoko, tu też jest fajnie. Ziemia spragniona wody szybko zamienia się w błoto i dalej mamy gdzie szaleć! Dużo wody, dużo błota to coś, co tygryski lubią najbardziej. Zabawa znowu przenosi się w góry, lecz tu robi się nieco niebezpieczniej, ponieważ przy mokrej trawie na stoku można zapomnieć o trakcji. Szybka akcja, podpięcie na asekuracji windą do drzewa i wszystko pod kontrolą. Ciśnienie niektórym podniosło się, gdy samochód zaczął się zsuwać;p Zawijamy się na najbliższą polankę, nie przejmując się już tym, że dzisiaj śpimy w przechyle.

rumunia

Nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami przypinamy się asekuracyjnie do drzewa, poziomujemy samochody Hi-liftem i bierzemy się za kolację. I to nie byle jaką:) Frytki z kociołka i rumuńskie mici;) Pycha;)

rumunia

Noc jest dość dżdżysta, ale rano się trochę przejaśnia. Deszcz ustaje, a drogi świeżo nasączone wodą stawiają coraz to lepsze wyzwania.

rumunia

Mamy kolejny cały dzień na zabawę w górach. Powoli kierujemy się w stronę Sapanta, gdzie mieści się słynny wesoły cmentarz. Następnie Satu Mare i ostatni nocleg, tym razem znowu w polu. Kolacja również na bogato;) Spaghetti z kociołka, choć tak właściwie to mięso z makaronem. Rano pobudka i powrót do Polski. Będziemy Tęsknić…ale na pewno tu wrócimy, i to nie raz;)

Na zakończenie jeszcze co nieco o awariach. Ponieważ samochody, choć bardzo dzielne, nie są niezniszczalne i ząb czasu potrafi ugryźć je prosto w du… to znaczy w koło:p

Całe szczęście nie zdarzyło się nic z czym nie potrafilibyśmy sobie poradzić.  Przydała się oczywiście wiedza i doświadczenie Andrzeja z Mechanik4x4.pl, który współorganizował wyprawę. Naprawdę dużym komfortem jest posiadanie w ekipie człowieka, który zjadł zęby na terenówkach i potrafi usunąć w mig niemal każdą usterkę.

Teraz po kolei i w skrócie – jak przyjdzie czas to polejemy więcej wody i na ten temat.

Rozrusznik – dostawał za mało prądu – potrafił się wieszać. Odpalany na krótko dawał radę.

Sprzęgiełko napędu przedniego nie zapinało napędu – poszło łożysko stabilizujące i posypało wałeczkami. Wyczyszczone i złożone na nowo działa do tej pory.

Zgnieciony przewód paliwowy – do najbliższego miasta Groszek dostał mały bak z bańki 7l pod maskę, następnie kupiony przewód i poprowadzone na nowo. Oczywiście na cybanty i trytytki, bo co to by była za prowizorka bez nich.

rumunia

Rozszczelniona felga – sposób tak jak opisywany wcześniej. Oczyszczone, silikon, dopompować i jedzie.

Murphy był dla nas jak widać wyjątkowo łagodny;) Choć w Polsce sobie o nas przypomniał i zaraz po powrocie do domu puścił uszczelniacz na wale. Drobiazg, choć jego wymiana jest dość czasochłonna i ciężko byłoby ją przeprowadzić gdzieś na bezdrożach Rumunii;)

 

Autor – FoX-

Comments

comments

Posted in Wyprawy and tagged , , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *