Zimowy przejazd rowerowy – Kampinos 2015

1
Rowerem? W zimie? – taki komentarz usłyszałem jak pierwszy raz wypowiedziałem głośno mój pomysł, który zrodził się wraz z poniedziałkowym porankiem. Tydzień dopiero sie rozpoczął , ale wiadomo prawdziwe życie toczy się w weekendy. Ponieważ św. Jana z banku było dość dawno to konto powoli zaczyna obrastać pajęczyną. Terenówki jeść muszą, a w terenie ich apetyt rośnie niemiłosiernie. Stąd pomysł aby w piątek po pracy wyruszyć na rowerowy przejazd z minimalną ilością sprzętu.
W założeniu czekało nas kilkanaście godzin jazdy w terenie głównie w nocy, bez przewidywanego noclegu. Resztki zdrowego rozsądku podpowiadały aby mimo wszystko wrzucić do plecaka coś co awaryjnie pozwoli złapać chwilę snu. Wybór ze względu na gabaryty i wagę padł na holenderską norkę.

2
Niejednokrotnie ludzie pokładają swoje nadzieje jedynie w sprzęcie, który jak wszystko bywa zawodny. To co mamy zawsze przy sobie i na co możemy liczyć to nasza wiedza i zdobyte doświadczenia. Postanowiliśmy przeprowadzić drobny eksperyment pozwalający sprawdzić gdzie są nasze granice, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa a motorem napędowym jest jedynie psychika. Na naszym koncie mamy wiele długodystansowych wypraw zarówno rowerowych, pieszych oraz kajakowych . Dzięki doświadczeniom wyniesionym z tych wyjazdów mogliśmy przygotować na tyle wymagającą trasę , dzięki której osiągnęliśmy odpowiedni stan psychofizyczny, a jednocześnie na tyle bezpieczną aby nie zagrażała naszemu bezpieczeństwu.

Jako że nie lubimy marnować czasu nie czekaliśmy na poprawę pogody. Wyjechaliśmy w piątek zaraz po pracy ok. godziny 19:30. Pogoda iście zimowa – deszcz jak cholera i 2 °C 😉 Murphy oczywiście o nas pamiętał i już po pierwszych metrach mokre było wszystko, dosłownie wszystko. Tak wiemy, że są specjalistyczne ciuchy na rower, które pozwoliłyby ograniczyć stopień przemoczenia, ale plan był inny. Pierwszym punktem było styczniowe ognisko „Preppers Warszawa” nad Wisłą, na które dotarliśmy przemoczeni do suchej nitki. Ogień i najlepsza ogniskowa grochówka (pozdrowienia dla Andrzeja) pozwoliły nam się ogrzać i podnieść morale. Przez chwilę przeszła nam myśl żeby zostać w cieple na całą noc ale musieliśmy się zbierać i ruszać w trasę. Zgarnęliśmy z ogniska Witka z SurvivAll i kontynuowaliśmy trasę.

3
Ze względu na warunki pogodowe spokojny przejazd przerodził się dość szybko w wewnętrzną walkę z samym sobą. Wilgoć, chłód i zmęczenie momentalnie wyciskały z nas siły. To co w normalnych warunkach jest samą przyjemnością, tutaj było drogą przez mękę. Walczyliśmy o każdy przejechany kilometr, nie obyło się bez upadków. Z powodu intensywnych opadów widoczność była mocno ograniczona, a musieliśmy się skupić nie tylko na drodze, która była bezpośrednio przed nami ale również na trzymaniu się oznaczeń wybranego szlaku. Standardowe oświetlenie rowerowe radziło sobie z tym raczej przeciętnie, dlatego zabraliśmy przy okazji na testy latarkę firmy Priceton Tec, model Fuel – którą udostępnił nam sklep TierOne. Był to strzał w dziesiątkę. Latarka choć niewielkich rozmiarów skutecznie rozświetlała trasę i mimo niskiej temperatury i dużej wilgotności przeżyła całą eskapadę bez szwanku.

Kiedy dojechaliśmy do połowy wyznaczonej trasy, wszyscy mieliśmy już dość. To był moment na którym tak na prawdę nam zależało. Mimo wyczerpania, przemoczonych rzeczy musieliśmy dotrzeć z powrotem do domu , a blisko nie było. W punkcie krytycznym znaleźliśmy chwilowe schronienie pod wiatą i posililiśmy się. Napełniony żołądek i chwilowe ciepło zachęcały do pozostania na dłużej. To byłby wielki błąd, za który moglibyśmy zapłacić zdrowiem. Temperatura obniżyła się znacznie i zamiast deszczu zaczął padać śnieg. Plan powrotu był w założeniu bardzo prosty – dotrzeć do miejsca gdzie będziemy mogli się bezpiecznie ogrzać i choć częściowo osuszyć ubrania. Niestety najbliższy taki punkt był ponad 20 km od naszej lokalizacji. W ciepły słoneczny dzień to kilkadziesiąt minut spokojnej jazdy, ale o 3 w nocy kiedy temperatura spada coraz bardziej poniżej 0° C nie jest już tak kolorowo.

4
Początkowe rozmowy podczaj jazdy i dobre nastroje mimo nieciekawej pogody przerodziły się w mechaniczne kręcenie korbą, a skupienie w pełni zostało przelane na obserwację trasy i walkę ze zmęczeniem zimnem i sennością. Może brzmi to wszystko trywialnie ale takiego stanu trzeba doświadczyć na własnej skórze aby w pełni zrozumieć co mamy na myśli. Gdy dostrzegliśmy w oddali stację benzynową, wróciły nowe siły. Obsługa najwyraźniej nie spodziewała się rowerzystów o tej porze ale nie mieli nic przeciwko żebyśmy rozsiedli się i ogrzali przez dłuższą chwilę. Po takim odpoczynku reszta trasy była znacznie przyjemniejsza. Do domów dotarliśmy nad ranem i jedno trzeba przyznać, dobry humor trzymał się nas do samego końca. W sumie udało się pokonać ponad 80km trasy z czego prawie połowę na nieutwardzonych drogach.

5

 

Autor FoX i Kaziu

Foto Witold Rajchert SurvivAll.pl

Comments

comments

Posted in Relacje and tagged , .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *